2

Rowerem wzdłuż Adriatyku

Po wcześniejszych wielodniowych wyprawach rowerowych wzdłuż połaci naszego pięknego kraju, postanowiłem wspólnie z przyjaciółmi podjąć się zorganizowania wyprawy daleko poza granicami Polski. Palcem po mapie i… wybór padł na wybrzeże Adriatyku.

Zalety tego wyboru były niewątpliwe – malownicze krajobrazy, wielokulturowość przejeżdżanych państw czy w końcu bliskość orzeźwiającego morza. Poza tym ogromna ciekawość, co nas spotka na trasie w Albanii, Czarnogórze, Bośni, Chorwacji, Słowenii czy we Włoszech.

dsc_0027

Na miejsce startu dostaliśmy się busami. Ze względu na odległość trzeba było zrezygnować z tradycyjnego dotąd dojazdu kolejowego. W drodze do Tirany, przejechaliśmy przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię i Macedonię. Droga przebiegała bardzo sprawnie, do czasu aż zbliżyliśmy się do granicy węgiersko-serbskiej. Był to przedsmak późniejszych kłopotów, jakie czekały nasze busy poza strefą Schengen (gigantyczne korki, próby wymuszenia łapówek).

Macedonia

Po drodze do stolicy Albanii udało nam się zwiedzić jedynie Skopje. W kraju spadkobierców Aleksandra Wielkiego, w centralnym punkcie stolicy postawiono monumentalny pomnik starożytnego, genialnego wodza. Łatwo zauważyć, że pomniki są wizytówką tego miasta, choć ten jeden, szczególny budzi spory historyczne z potomkami Hellady…

dsc_0074

Albania

Po blisko dwóch dobach jazdy wylądowaliśmy w Albanii, skąd mieliśmy rozpocząć rowerową część wyprawy. Wbrew obawom (i powszechnej opinii z jaką się spotkałem) nt. niebezpieczeństw, które mogą tam na nas czyhać – muzułmański kraj okazał się dla rowerzystów najbardziej przyjaznym na całej trasie prowadzącej do Wenecji.

Droga wiodąca początkowo przez wioski i niewielkie albańskie miasteczka, miała niepowtarzalny klimat. Uśmiechnięte dzieci wybiegały, by powitać przybyszów z odległego kraju Polan.

20170731_112409

Pierwsze trudności napotkaliśmy około południa na przedmieściach jednego z miast. Trasa, którą wskazywały mapy była nieprzejezdna. W mgnieniu oka wokół nas zebrała się grupa miejscowych, która pomogła odnaleźć właściwą drogę.

W krótkim czasie, jaki spędziliśmy w Albanii, spotkaliśmy się z wieloma pozytywnymi gestami, życzliwością i otwartością napotkanych ludzi. Byli oni bardzo kontaktowi, a przede wszystkim – mimo jednak dość powszechnego ubóstwa – uśmiechnięci.

Kraj ten urzekł nie tylko pięknymi widokami, ale przede wszystkim swoją prostotą i naturalnością, których próżno było szukać w drodze na północ. Zachwycał lokalną kulturą, w oryginalnym, niezmienionym wydaniu, bez turystycznej „naklejki”.

20170806_190318

Forma fizyczna dopisywała, jednakże tego dnia wszyscy odczuli jak bardzo może nam doskwierać upał.. Upał, który już do końca wyprawy miał się okazać naszym głównym przeciwnikiem…

Czarnogóra

Czarnogóra – jak sama nazwa wskazuje – powitała nas licznymi wzniesieniami i piekącym słońcem, osamotnionym na morzu błękitu. Po przekroczeniu granicy, krajobraz zupełnie uległ zmianie. Wjechaliśmy do kraju, którego dynamiczny rozwój widać gołym okiem. Piękny, zadbany, z licznymi zabytkami oraz równie wspaniałymi widokami. Właśnie tam zaczyna się nasza podróż bezpośrednio nad Adriatykiem.

20170806_165719

Pierwszy etap wiedzie do Starego Baru, gdzie docieramy przed największym skwarem. Jest to miasto warowne z początków średniowiecza, położone na sporym wzniesieniu, które pokonujemy z nie lada wysiłkiem.

W godzinach popołudniowych ruszamy dalej. Następny przystanek Budva. Na tym odcinku poznajemy uroki trasy wiodącej nad Adriatykiem. Kilkukilometrowe podjazdy, zabójcza temperatura, zbawienny wiatr znad morza, zapierające dech w piersi widoki oraz cudowne zjazdy, pozwalające bić kolejne rekordy prędkości!

To tutaj jadę z ekstremalną prędkością blisko 70 km/h, jak również w tym miejscu dochodzi do nieprzyjemnego incydentu, który mógł się zakończyć tragicznym wypadkiem. Jankowi „strzela” przerzutka, po czym przewraca się pod jadący za nim samochód. Na szczęście, poza licznymi otarciami, kolega wychodzi z opresji obronną ręką i po naprawie roweru wraca na trasę.

dsc_0315

Tej nocy wiemy już, że namiot latem na Bałkanach to rzecz zbędna. Część z nas śpi na „pace”, reszta wybiera wariant “pod chmurką”.

Chorwacja

Przemieszczając się dalej na północ natrafiamy na prawdziwą perełkę Chorwacji – Dubrownik. Klimat miasta zachwyca i pozwala przenieść się w odległe czasy weneckich kupców. W ramach ciekawostek warto zaznaczyć, że właśnie tam kręcono kultowy serial HBO – “Gra o tron”.

dsc_0359

Ta część trasy prowadzi wzdłuż przepięknych skalistych wybrzeży. Lekki powiew wiatru znad morza pozwala zaczerpnąć choć trochę ożywczego powietrza. Południe Chorwacji, to jednak rejon oblężony przez turystów. W tym regionie, w pobliżu każdej z atrakcji spotykamy naszych rodaków. W zasadzie można odnieść wrażenie, że narodowościowo zdominowaliśmy tę część Chorwacji.

Choć widoki “poszarpanego” wybrzeża z licznymi wysepkami zapierają dech w piersiach, to sama droga dla rowerzystów staje się mniej przyjemna i bezpieczna. Wzdłuż nadmorskich miejscowości ciągną się długie serpentyny aut, które częściowo odbierają komfort jazdy na dwóch kółkach.

333

Bośnia i Hercegowina

Południową część Chorwacji od jej północnej części dzieli wąski przesmyk Bośni, która dzięki temu terytorium zyskała dostęp do morza. W głębi kraju krajobraz staje się bardzo surowy. Ziemia spalona przez słońce. Koło południa trudno spotkać na ulicach miast żywą duszę. Komfort zwiedzania tego kraju odbiera temperatura.

Z Polski docierają do nas informacje, że przez Bałkany przetacza się fala upałów, która zyskała demoniczny przydomek samego “Lucyfera”. Temperatura przekracza 45 stopni Celsjusza. Mimo żaru z nieba zwiedzamy Blagaj z klasztorem Derwiszów, Mostar, gdzie główną atrakcją są śmiałkowie skaczący z kilkudziesięciu metrów z zabytkowego mostu wprost do rzeki oraz miejsce kultu Matki Boskiej – Medjugorie.

20170803_175025

Po zachodzie słońca naszym oczom ukazuje się przerażający widok ginącego w płomieniach lasu, którego nikt nie gasi. Jak się później okazuje, pożary w tym okresie na całych Bałkanach są na porządku dziennym.

dsc_0440

Wracamy do Chorwacji

Północ Chorwacji naszpikowana jest zabytkami. Odwiedzamy m.in. Split, z jedną z najpiękniejszych starówek, jakie do tej pory widziałem.

Pośród pretorian strzegących pałacu cesarza Dioklecjana można poczuć się niczym w czasach Cesarstwa Rzymskiego.

dsc_0464

Nieopodal Splitu leży niewielkie miasteczko Trogir. Docieramy tam z samego rana, kiedy wszystko jest jeszcze pozamykane, a turystów niewielu. Dodaje to uroku staremu miastu. Ze względu na temperaturę, która ma znacznie wzrosnąć po południu, nie spędzamy tam wiele czasu i ruszamy dalej na północ.

trogir2

Przejeżdżając przez Szybenik i Zadar, trafiamy na wyspę Pag. Żar z nieba sprawia jednak, że ciężko za dnia jakkolwiek funkcjonować, a co dopiero pokonywać rowerem dziesiątki kilometrów, w tym liczne wzniesienia.

Koło południa zgodnie z przyjętą praktyką  robimy sjestę i zatrzymujemy się przy lokalnym sklepie. Zimne lody, cola i woda, w tamtych warunkach są istną rozkoszą dla podniebienia.

dsc_0587

Dalsza część trasy, wiodąca przez pustynną wyspę jest najbardziej wymagającym odcinkiem podczas całego touru. W promieniach palącego słońca wjeżdżamy na kilka punktów widokowych i zaliczamy niezliczoną ilość wzniesień. Wszystko to na tle księżycowego krajobrazu.

W świetle ostatnich promieni słońca, przyjemnym zjazdem docieramy do przystani, skąd promem przeprawiamy się na drugi brzeg, gdzie czekają busy.

dsc_0628

Noc, podobnie jak dzień – nie jest dla nas łaskawa. Przynosi upiorną burzę, z ulewami i porywistym wiatrem.

Kolejnego dnia niespodziewanie głównym przeciwnikiem staje się wiatr. Zmęczeni trudami, jakie niosła ze sobą wyspa Pag, walczymy na każdym kilometrze. Porywy są na tyle silne, że na wzniesieniach ciężko utrzymać równowagę. Tutaj też “szalony” Słoweniec zajeżdża mi drogę, gdzie przy rozpędzonym do 40 km/h rowerze, o mało nie ląduję na masce samochodu.

dsc_0607

Nie ma co ukrywać – trudy rowerowej wyprawy odbijały się na morale drużyny, które z każdym stopniem Celsjusza zdawały się spadać.

Słowenia

Ostatni dzień w Chorwacji budzi sporo emocji. Przed wjazdem do Słowenii czeka nas iście górski etap, 40-kilometrowego podjazdu. Walczymy, a diabeł okazuje się nie taki straszny, jak go wszyscy malowali.

Krajobraz zupełnie się zmienia. Po raz pierwszy wjeżdżamy do lasu, który daje tak upragniony cień. Górskie widoki przypominające Tatry Zachodnie, piękna nieuczęszczana przez samochody droga. Nawet słońce – nieodłączny towarzysz każdego ruchu korbą, zdaje się być łaskawsze.

dsc_0771

Słowenia towarzyszy nam niestety zaledwie przez około 25 km. Kilometrów zjazdu, który po “wspinaczce” nie tylko daje wytchnienie, ale przede wszystkim satysfakcję z pokonanego dystansu, a tym samym pozwala w pełni cieszyć oczy wspomnianymi widokami.

dsc_0954

Włochy

Nim się orientujemy, jesteśmy już we Włoszech. Zwiedzamy portowe miasto Triest i uzupełniamy kalorie posilając się… a jakże! pizzą! 😀

Choć trudno w to uwierzyć przed nami ostatni dzień rowerowych zmagań, a trasa płaska jak stół. Tempo mamy wyborne, niemal szosowe. Mkniemy pomiędzy włoskimi winnicami, wioskami i ciągnącymi się po horyzont polami.

20170809_125619

Zaledwie 30 km przed metą “łapię gumę”. Jak się okazało, konieczny do odkręcenia tylnego koła klucz został w busie. Jak pech to pech. Na szczęście z pomocą przychodzi nam włoski mechanik samochodowy – wspólnymi siłami sprawnie radzimy sobie z problemem.

dsc_0072-2

Kolejnego dnia czeka na nas – jak mawia Tomasz Hajto: “przysłowiowa truskawka na torcie” – czyli Wenecja. Miasto piękne, warte zobaczenia. Cudowne uliczki, znane na cały świat zabytki. Zachwyca swą architekturą, choć podobnie jak to miało miejsce wcześniej, w innych odwiedzanych przez nas miastach – tonie w tłumach turystów.

dsc_0091

Dla nas to miasto oznacza jednak coś jeszcze. Koniec wyprawy. Wracamy bogatsi o nowe doświadczenia, wspomnienia, pełni satysfakcji z osiągniętego celu i niejednokrotnie pokonania swych słabości.

2 komentarze

  1. Reply
    Kasia says

    polecam wybrac sie na droge Transagarasan w Rumunii 😀 pod gore non stop, ale za to jakie widoki…a potem z gorki 🙂 przejezdzajac tamtedy bardzo duzo rowerzystow spotkalam.

    ps. marzy mi sie taka wycieczka rowerowa <3
    pozdrawiam

    • Reply
      Gniewomir Knapski says

      Dzięki za ciekawy pomysł! Nie ukrywam, że pojawia nam się w głowach wiele koncepcji rowerowych tras 😉 (na ten bądź przyszły rok). W takim razie następnym razem zapraszam do wspólnej wyprawy. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz