Brak komentarzy

Mój świat na dwóch kółkach

Każda historia ma swój początek

Pominę czasy rowerku na czterech kółkach, czy nawet trochę późniejsze – popularnego wówczas składaka ;). Moja przygoda z rowerem zaczęła się w 2013 roku – nagle i dość brutalnie… Dostałem od przyjaciela propozycję wakacji w formie wyprawy rowerowej. Miałem w sobie duszę maratończyka, więc postanowiłem potraktować to jako kolejne wyzwanie i niesamowitą przygodę. Trasa miała wieść spod Białegostoku do Suwałk, dalej wzdłuż granicy z Rosją, następnie przez Mazury i na zachód, gdzie miejscem docelowym był Gdańsk. Brzmi fantastycznie nieprawdaż?

Nie od razu Rzym zbudowano

Jednakże  do wszystkiego trzeba się odpowiednio przygotować. Od czasów gimnazjalnych praktycznie nie jeździłem na rowerze co w zmierzeniu się z setkami kilometrów, jakie dziennie pokonywaliśmy okazało się bardzo bolesnym doświadczeniem.

zdj-1317

 

Ze swej pierwszej wyprawy pamiętam niewiele. W zasadzie to co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to tylne koło kolegi jadącego przede mną i asflat, w który uparcie wpatrywałem się licząc każdego dnia upływające kilometry. Nie było łatwo, a wręcz niewyobrażalnie ciężko! Nie pokochałem wtedy roweru, co nie zmienia faktu, że 760km, jakie pokonałem dały mi sporą dawkę doświadczenia, co miało zaowocować na kolejnych wyprawach, o których wtedy jeszcze nie myślałem…

Poczuć przyjemność z jazdy

Początki zawsze i w każdej dziedzinie są po prostu ciężkie – jest to jak najbardziej naturalna kolej rzeczy. Wtedy – w 2013 roku powiedziałem sobie, że już nigdy więcej nie dam się namówić na podobną wyprawę. Jednakże po pewnym czasie zapominamy o bólu fizycznym i wysiłku jaki towarzyszył nam każdego dnia, a wspominamy to, co tak naprawdę stanowi wartość wielodniowych wypraw rowerowych: przygody, relacje z ludźmi, niecodzienne sytuacje…

11986567_962608823796904_517520525301435770_n

Wszystko to spowodowało, że uzależniłem się od corocznych wypraw na dwóch kółkach!

Dni spędzone „w siodle” to przede wszystkim przygoda! Podczas tych setek kilometrów spotykasz się z wieloma niecodziennymi sytuacjami, które bawią, uczą, a czasem dają nauczkę.

To również wyzwanie! Pokonywanie setek kilometrów w różnych warunkach: deszczu, upale, kurzu, po wzgórzach, przy bólu mięśni i skurczach.

Każdą wyprawę tworzą ludzie

Z perspektywy rowerzysty zwiedzanie wygląda zupełnie inaczej aniżeli podczas podróży samochodem czy pociągiem – możemy znacznie więcej poczuć i dostrzec.

To co jednak urzeka mnie najbardziej, a co szczególnie cenie również w górach, to ludzie. Oni kreślą obraz wyprawy, którą później wspominamy latami.

11889944_962607577130362_3017324744372455692_o

Na trasie budzimy pozytywne odczucia i ciekawość. Ludzie, których spotykamy kibicują nam, „częstują” dobrym słowem, a nierzadko pomagają. Taka życzliwość zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie mniej istotne są relacje między współtowarzyszami, które uczą, że pomimo różnic charakteru, osobowości, poglądów – wspólny cel i wyzwanie zbliża ludzi oraz potrafi pokonać „największe wzgórza”.dsc_0166

Zatem ruszajmy!

Wszystkie te rzeczy sprawiają, że po paru dniach wchodzimy w pewien tryb, który nazywam po prostu: „życiem na rowerze”. A kiedy to już poczujemy i zrozumiemy, ciężko będzie do tego nie wracać 😉 .

Tymczasem uzależniony od corocznych wypraw, ruszam nad Adriatyk w poszukiwaniu przygód, z których mam nadzieję powstanie ciekawa opowieść…

Dodaj komentarz