1

Zimowa opowieść

Zima… piękna górska zima…
Czas, w którym cały ten majestatyczny krajobraz chowa się pod śnieżnobiałą pierzyną.
Czas, kiedy zwierzęta leniwie kładą się w swych legowiskach, a niedźwiedzie zapadają w sen zimowy…
Czas, gdy flora obumiera pod grubą warstwą śniegu, by wraz z marcowymi promieniami słonecznymi ożyć na nowo….

 

Śmiertelnym swym oddechem
Rośliny zwarzył mróz
I martwym się wydaje
Granitów nagich gruz.

dsc_0026

Nowy dzień – świta…

Pakuje plecak i wyruszam na szlak.

Śnieg wszystko okrył białą szatą. Przysypał ścieżki, świerki i skały, tworząc obraz nieskończenie doskonały. Droga nie jest trudna, wiedzie w przód. Idę lasem przez baśniową dolinę. Biały puch przyjemnie chrupie pod stopami. Z prawej strony mijam potok – nieśmiały o tej porze roku – próbuje zaznaczyć swą obecność, przebijając się pomiędzy oblepionymi śniegiem skałami….

dsc_1272

Wędrówka nie dłuży się. Szlak prowadzący przez las nie jest tylko częścią drogi na szczyt, a celem samym w sobie.  

Wychodzę wyżej, za plecami zostawiając drzewa przystrojone śnieżnymi czapami.

Do kolejnej doliny prowadzi strome podejście pod przełęcz. Jak zwykle w takich miejscach – wiatr wystawia człowieka na próbę sił. Spokojnie pokonuje wymagający odcinek.

1


Za przełęczą siadam. Pora na odpoczynek.

Nie słyszę śpiewu ptaków, a muzykę niesioną przez wiatr. Kolory zimy stają się jakby bardziej wyraźne, jaśniejsze, a wzrok ogarnia wszystko dookoła. Czuje się, jak gdybym był częścią tego krajobrazu.

Wyciągam termos. Odkręcam wieczko i w jednej chwili para unoszącej się aromatycznej herbaty wypełnia moje nozdrza.  Gorący earl grey z konfiturą z pigwy mojej mamy, herbatniki i kawałek zimnej skały. Błoga chwila, która mogłaby trwać wiecznie.  

Na horyzoncie szczyty, jakby rosły ku niebu tworząc jedność z chmurami, których to niewielka ilość postanowiła wtargnąć na morze błękitu. Rozkoszuje się chwilą…

W tym zamęcie śnieżnym wszystko utonęło.
Góry, Maszty Statków Leśnych.
Nastało milczenie
I poezją tchnęło

dsc_1235

Dalej droga prowadzi przez wysokogórską dolinę. Krajobraz zgoła odmienny od tego, który mijałem. Baśniowy las zniknął w tyle.  Stawy, które latem w tym miejscu mienią się tysiącem barw, teraz… zwarzył mróz i przykryła gruba warstwa śniegu.

Słońce ze zdwojoną mocą pada na śnieżną polanę, dając niezwykły pokaz mieniących się w jego promieniach tysięcy kryształków lodu. Mróz artysta wiedział jak przyozdobić swą krainę.  

Pod śniegu srebrnym puchem
Tatr łańcuch teraz śpi,
Słońce na srebrne śniegi
Złociste rzuca skry.

img_6712

Idę w kierunku szczytów, oderwany od potoku myśli, które w normalnych okolicznościach kazały by mi planować, myśleć, analizować.  

Robi się coraz bardziej stromo. Nic nie zdobywam. Miejsca latem tak popularne, szlaki zatłoczone, teraz… ogarnęła cisza i spokój. Nawet ptak co śpiewał i świstak nawołujący swą partnerkę, gdzieś zniknęły …

dsc_0011

Więc siedzę tak pod szczytem, na skutej lodem skale twarzą w twarz ze słońcem.

Mróz wdziera się przez nozdrza, wypełniając płuca rześkim powietrzem. Drobinki lodu osadzają się raz po raz na mych rzęsach, wystających przed szereg świecących oczu…

Oczu nieprzywykłych na co dzień oglądać tak niesamowitego obrazu namalowanego przez naturę.

Powietrze pobudza, czas choć na chwile zwalnia, przystaje…

14

Na noc schodzę do schroniska. Kiedy błękit nieba zalewa czerń, natura daje jeszcze jeden pokaz swej nieskończonej doskonałości… Mimo iż mróz spotęgował swą moc, wychodzę na zewnątrz. Niebo wypełnia się tysiącem mieniących się srebrzystych gwiazd, tak wyraźnych, tak bliskich, a jednocześnie odległych – planetarium, które stworzyła natura..!

Kładę się do snu. Po takiej wędrówce z łatwością zasypiam, mając przed oczyma magiczną krainę śniegu i lodu…

 

Poranek…

 

Wracam z gór…

Wracam z gór.
Niosę w sercu
niedosyt Tatr
i żal
że – jak zawsze – za krótko.

Comment(1)

  1. Reply
    Anna says

    Z dużym wdziękiem i nieudawanym zachwytem opowiada Pan o urodzie gór. Czytając znów jestem na szlaku. Dziękuję.

Publicar um comentário para Anna