Brak komentarzy

Święto Niepodległości

10 września – dokładnie tego dnia wspólnie z Michałem i Maciejem postanowiliśmy o przygotowaniu i udziale w Biegu Niepodległości na dystansie 10 km w Warszawie.

Bieg Niepodległości

Po dwóch miesiącach intensywnych treningów nadszedł wyczekiwany dzień!
Pogoda nie dopisywała – było zimno, wilgotno (rano spadł śnieg), jednakże nie przejmowałem się tym, w końcu jak mawia przysłowie „nie ma złej pogody, jest tylko źle ubrany biegacz”.

Jako, że przyszło rywalizować nam 11 listopada, na początek wszyscy zawodnicy i kibice odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego. Panowała atmosfera wielkiego święta zarówno biegowego jak i narodowego! W tle przygrywały żołnierskie, patriotyczne piosenki, wzdłuż linii startu stały dziewczęta i chłopcy przebrani w mundury wojskowe odpowiadające czasom odzyskania niepodległości, a bieg otwierał sam Piłsudski! 😉

 

START

Tym razem cel jaki sobie postawiłem, to „złamanie” 40min! Zgodnie z planem postanowiłem trzymać się pacemakera (czyt. dalej zająca) biegnącego równo na 40min, by w końcówce biegu, w miarę możliwości spróbować „urwać się” i ruszyć do przodu…

Pierwszy kilometr standardowo zacząłem szybszym tempem, ale w nogach czułem MOC i nie zamierzałem się oszczędzać!
Po krótkim czasie doszła mnie grupa prowadzona przez wspomnianego „zająca”. Zgodnie z wcześniejszymi założeniami trzymałem się go praktycznie przez resztę trasy. Na skrzyżowaniach podmuchy wiatru były odczuwalne, przez co bieg za zbitą grupą skupioną przy pacemakerze nieznacznie zmniejszał opór powietrza.

META coraz bliżej…

Z każdym kilometrem sił ubywało, a myśli destrukcyjnych przybywało. Mimo, że zarówno ciało jak i duch zaczęły w pewnym momencie zatrważająco szybko słabnąć, to na około 8km postanowiłem ruszyć do przodu. Niestety nie byłem na tyle mocny, by utrzymać tempo i już po zaledwie 300m zostałem wchłonięty przez grupę „zająca”, co jeszcze bardziej osłabiło morale, w następstwie czego z każdym krokiem zacząłem zostawać co raz to bardziej w tyle…
Zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie podejmę jeszcze jednej próby walki to szanse na wymarzony wynik odpłyną wraz z oddalającym się pacemakerem.
Po chwili letargu ponownie ruszyłem! Na nieco ponad kilometr przed metą wyprzedziłem całą grupę prowadzoną przez zająca i nie oglądając się za siebie biegłem ostatkiem sił do mety. Nie czułem euforii, to był już stan w którym człowiek staje sam na sam ze wszystkimi swoimi słabościami, lękami i uczuciami, przeżywając jednocześnie klęski i zwycięstwa; a wszystko w celu przezwyciężenia samego siebie…

Tak smakuje zwycięstwo!

Nie zabrakło wiary w ostateczny sukces, wytrzymałem do końca i przekroczyłem linie mety z czasem 39min 40 sekund, łamiąc przy tym magiczną (jak do tej pory) barierę 40min na 10km!
Na mecie zabrzmiały dźwięki doskonale mi znanej, żołnierskiej piosenki „My pierwsza brygada”, którą z przyjemnością odśpiewałem po czym postanowiłem odszukać skromną, bo dwuosobową, acz wierną „grupkę” kibiców w postaci Sandry i Michała N. …

Marsz Niepodległości

Po krótkiej regeneracji zaproponowałem, byśmy wspólnie udali się na Marsz Niepodległości. Wybrałem się tam po raz drugi (ostatnio kilka lat temu – od tego czasu widać wiele się zmieniło), aby poczuć i przeżyć z dumą nasze święto narodowe.
Tłum z tysiącami biało-czerwonych flag, z perspektywy Pałacu Kultury prezentował się niesamowicie! „Zobaczyłam ich z okna, a kto patrzy z góry, ten najłatwiej się myli…” – przytaczając słowa z wiersza Wisławy Szymborskiej, można by się nimi trafnie odnieść do całego wydarzenia.

Alternatywa?

Niestety na tą chwile, Warszawa 11 listopada nie oferuje żadnej alternatywy, by tego dnia zamanifestować przywiązanie do kraju, barw narodowych czy historii. Marsz KOD, był zwykłą polityczną manifestacją, jakie odbywają się dość regularnie w naszym kraju, a LEWICOWY.. cóż – zapewne o wątpliwych znamionach narodowych, z racji raczej braku przywiązania jego uczestników do wspomnianych wartości czy symboli, to w mym odczuciu nosił także znamiona szerzenia nienawiści, a szczególnie potęgowania konfliktu i podziałów wśród Polaków.

Oczekiwania…

Jak według mnie powinno wyglądać tego typu święto narodowe?
Do stolicy zjeżdżają się nie dziesiątki, a setki tysięcy Polaków chcących wspólnie zamanifestować swoje przywiązanie do kraju, a także wdzięczność bohaterom, którzy blisko 100 lat temu wydarli niepodległość spod rąk okupantów. Marsz mógłby zacząć się odezwą prezydenta do narodu. Następnie ulicami Warszawy powinna przejść defilada Wojska Polskiego wraz z grupami rekonstrukcyjnymi z różnych okresów historycznych. Na koniec winien ruszyć za nią cały tłum, z biało-czerwonymi flagami, dumnie śpiewający Mazurka Dąbrowskiego, czy wspomniane z „biegu” piosenki patriotyczne oraz wykrzykujący hasła na cześć bohaterów, którzy to poświęcili nierzadko swe życie, zdrowie, czy rodzinę, byśmy my mogli wspólnie świętować ten dzień.
Właśnie takiego Święta Niepodległości życzę wszystkim Polakom!

Dodaj komentarz